Skip navigation


Modlitwa do Anioła Stróża
Robert Kasprzycki

Aniele Boży stróżu mój
Do żony mojej steruj
Na swej łódce z niebieskiego papieru
I powiedz jej, że kocham ją
Aniele stróżu mój
Aniele stróżu mój

Aniele Boży stróżu mój
Muśnięciem piór w kolędę zmień
Troski jej wszystkie ziemskie
I rozsyp przed nią swoje srebro betlejemskie
Miękkie jak zieleń serce jej
Raduj najczulszym snem

Aniele Boży uczyn mnie
chcociaż niskim progiem
Ale szkarłatnym pod jej stopy drogie
I w próg tchnij śpiew na chwałę stóp

Aniele Bozy stróżu mój

Aniele Boży uczyń mnie
chcociaż niskim progiem
Ale szkarłatnym pod jej stopy drogie
I w próg tchnij śpiew na chwałę stóp

Modlitwa Wieczorna
Dorota Kiersztejn-Pakulska

Nie mogę zasnąć
Boże
który docierasz do bram
oświetlonych marną żarówką
i wspinasz się po zabłoconych schodach
odrapanych korytarzy

Który wiesz dlaczego
i potrafisz przechować pod śniegiem motyla
na następne lato
czuwając nad jego snem z palcem na ustach

Zrób coś
z taką miłością
nie w porę
gdy bezlistne drzewa kołyszą się na
marcowym wietrze
wszyscy mają katar
a rozmiękły śnieg
wlewa się do butów

Śnisz nas Boże razem
na brzegach talerzy gdy nakładam obiad
i na rąbku wystygłej małżeńskiej pościeli we wgłębieniach zmarszczek
wokół oczu
i na paznokciach
moich zniszczonych rąk gdy zmywam
naczynia
i piorę dziecięce skarpetki
trwożąc się na myśl
o rychłym potępieniu

A ty śnisz nas uparcie razem
i splatasz nam dłonie
tak że nie możemy uciec od siebie

A jeśli
a jeśli nie
to nie wódź nas na pokuszenie
niech już oplącze mnie
domowy makaron na niedzielę
daj zasnąć
i zbaw nas –
każde osobno
Amen


Bardzo ważne bzdury

Robert Kasprzycki
Tak oddzielni jak dwie obce sobie dłonie
tak dalecy jak najdalszy w świecie Wschód
tak samotnie nierozłączni, tak pozornie umiejący
czasem rzucić kilka podgrzewanych słów.
Bez gwarancji na wypłatę odszkodowań
po tej smutno śmiesznej wojnie, którą jest
nasza miłość, wciąż żyjemy, jakieś słowa bełkoczemy
by ich kitem zlepić ścian pękniętych sześć.

Pytasz: “ po co mamy ciągnąć sprawę dalej,
gdy nie w porę nam się zdaje nawet szept.
Między stołem a komodą, między łóżkiem a podłogą
gdzie nas nie ma, bo są bardzo ważne bzdury.”

Szklankę mleka dziś rozlałem, cały problem
i na stole zostawiłem znowu kram.
Czy to warto toczyć wojnę, kiedy czasy niespokojne
gdy na czynsz i światło ledwie starcza nam.
Mleko w potop się rozlało między nami,
i stos gazet w Chiński zmienił się dziś Mur,
nie tak miało być, na Boga, czy pamiętasz moja droga
głupie mrzonki o pałacach pośród chmur.

Pytam: “ po co mamy ciągnąć sprawę dalej”,
gdy nie w porę nam się zdaje nawet szept.
Między stołem, a komodą, między łóżkiem, a podłogą
gdzie nas nie ma bo są bardzo ważne bzdury.

Tak oddzielni jak dwie obce sobie dłonie,
splećmy palce swe w gordyjski węzeł dni,
żeby czas, ten kawał durnia, nigdy nie mógł ich rozsupłać
żeby nawet śmierci miecz nie przeciął ich.
Bez gwarancji na wypłatę zielonymi,
zazdrosnymi banknotami bądźmy znów,
tak bez sensu nierozłączni, tak już zawsze umiejący
pocałunkiem rano budzić się – ze snu.

Reklamy

10 Comments

  1. westchnęłam sobie…

  2. 🙂

  3. … mam nawrót astmy… 🙂

  4. mam nadzieję, że więcej światła się pojawi, nie tylko tego bijącego od latarni na morzu…

  5. Ładnie…

  6. … już trzeba oczy chronić przed oślepiającym blaskiem… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: