Skip navigation


Przygotowania do nowego sezonu żeglarskiego sięgają zenitu. Jacht jest, załoga w komplecie – ośmiu chłopa, teraz tylko ‚zabukować’ bilet i już prawie wszystko będzie załatwione. Tym razem, lekko dziwnie się czuję, gdyż nie ja załatwiałem jacht, nie ja podpisuję umowę. Może w końcu będzie jak na wakacjach? Chyba nie, ‚pierwszy po Bogu’, nie ma wakacji na pokładzie. Zawsze jest stres o: jacht, załogę, kamienie, dokładność GPS’u, narzucanie rufy w manewrach portowych, zakrecanie zaworu do gazu. I może skończę, bo mógłbym tak przez parę godzin.
Pamiętam, jak przygotowywałem się do swojego pierwszego rejsu kapitańskiego, jeszcze jako ‚sterjot’. Namiętnie i z przerażeniem czytałem opisy wypadków morskich.. To był szok. Działało na wyobraźnie. Nie miałem ochoty rezygnować z tego rejsu, ale oka podczas nocych przelotów, nie zmróżyłem. Rejs się udał, bez strat w ludziach i sprzęcie (poza kubkiem, przepraszam Asiu). Oczywiście poza ‚wypadkami’ obawiązkowymi leturami były (i są) wszelkie ‚żeglarze i sterniki’, ksiązki kpt Kulińskiego, kpt Baranowskiego, nawigacja i meteo kpt Czajewskiego. I pare innych, nabytych drogą kupna na Alledrogo, bo już ich nie było w nowszych wydaniach.
Dla pobudzenia wyobraźni, chciałbym przytoczyć mały obraz, jak źle może być na rejsie. Było to w 1996 albo 1997 roku. Rejs trwał 4 tygodnie, ja opisze pare godzin. Był to czwarty lub piąty dzień rejsu, właśnie wychodziliśmy z Brunsbuttel z zamiarem dojścia na Helgoland, lub ewentualnie Cuxhaven. Początek września. Opuszczamy śluzy przy niskiej wodzie (ktoś źle obliczył godzinę odpływu). Do Cuxhaven jest miej niż 20Mm, pomału halsujemy się pod wiatr i pod prąd. Ruch na rucie … na jak to na rucie podejściowej do Hamburga – statek za statkiem. A te statki, takie duże powyżej 150m długości, wszelkiej maści: kontenerowce, gazowce, drobnicowce i inne. Tak się bujamy od lewej do prawej bramki, między dziobem jednego tankowca a rufą kontenerowca. Trzy kroki do przodu, dwa kroki do tyłu. Czas mija, prąd nie maleje, watr słabnie… Silnik na luzie, aby w razie czego kopnąć i pomóc na halsie i żeby nie ‚spaść za nisko’. Po paru godzinach takiego halsowania działamy jak maszyna…dopóki jeden z trybików nie padł… Zgasł nam silnik. Próby odpalenia go ponownie okazały się bezskuteczne. Decyzją kapitana, rzucamy kotwice – rzuciśmy, obie – nie chwyciła – żadna. Po kolejnych paru halsach, ‚trzeciemu’ udało się odpalić maszyne – po dokręceniu klem. Ciesząc się z okazji pokonania kolejnych halsów, które nas przybliżyły do Cuxhaven, nie podejrzewaliśmy, że kolejny ‚trybik’ pęknie. A raczej nie pęknie a się wkręci. Podczas jednego z manewrów szot się wkręcił w śrubę silnika. O ile z wymiana szota poradziliśmy sobie w miare szybko, to mogliśmy pożegnać sie z naszym silnikiem i chęci jego współpracy podczas manewrów portowych. Noc była coraz ciemniejsza, statków nie ubywało. Można było powiedzieć, że byliśmy w czarnej d….ziurze. Sukcesywnie udało nam się podejść pod główki portu w Cuxhaven, na żaglach, na resztkach wiatru, który z okazji bryzy, zaczął wiać od rufy. Prąd lekko malał, lecz nadal był na tyle silny, że płynąc fordewindem, bywały momenty, że płyneliśmy do tyłu. Wyobraźcie sobie, 14m jacht, z prawie 100m2 żagla postawionymi na maszcie a wy płyniecie do tyłu. Nie pamiętam jak, ale udało nam się wejść do portu. Podejrzewam, że prąd pomału osłabł na tyle, że PP<KP. Manewrując na żaglach udało nam się wpłynąć do awanportu, szybkie chwycenie się czegokolwiek i stoimi. Uff. Rano nasz pokładowy nurek wchodzi i obcina szot.
Koniec. Tak wygladały nasze 20Mm i 6,6 godzin rejsu.
Znaczy koniec opowieści, bo nie koniec resju, który trwał jeszcze 3 tygodnie, a silnik nam się psuł jeszcze kilka razy. O awarii pomp zenzowych, czy rozprutych żaglach nie będę wspominał, bo to były 'pikusie'. Resj udany. Rok później, na tym jachcie, też we wrześniu, popłynąłem do Londynu…
A tak było w zeszłym roku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: