Przeskocz nawigację



Z uśmiechem dziecka kamień
Ze szczytu góry sturlał
Lecz tak swe oparł ramię
Że pod nim pękła góra
I pierwszym drgnęła płaczem
Więc długo na jej zbocze
Tak smutnym wzrokiem patrzył
Aż strumień z niej utoczył

Ale o wschodzie słońca
Strumienia szum poranny
Tak po pustyni rozsiał
Zmieniwszy w oceany
Że mógł zastąpić oddech
Przypływem i odpływem
I uznał to za dobre
I przyśnił pierwszą rybę

Jak było
Na początku
I jak się zdarzyć mogło
Przez Tego
Który w końcu
Powiedział pierwsze słowo

Dla oceanów lustrem
Nieba błekity zimne
Wciagneły by w swą pustkę
Gdyby nie furgot skrzydeł
Ponad obfite gaje
Stworzone by ideał
Nazwany później rajem
Samoistnie się spelniał

Jak było
Na początku
I jak się zdarzyć mogło
Przez Tego
Który w końcu
Powiedział pierwsze słowo

Kobietę i mężczyznę
Których ulepił z gliny
I którym darował życie
Dzieląc je odtąd z nimi
Zastał w ramionach drzewa
Nagich pod jego cieniem
Jak owoc grzechu niewart
Dojrzewał w ich spojrzeniach

Jak było
Na początku
I jak się zdarzyć mogło
Przez Tego
Który w końcu
Powiedział pierwsze słowo



7th day, originally uploaded by Drawer-land.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: