Przeskocz nawigację


Popełniłem kiedyś opis naszego majowego resju. Opis jest dość hermetyczny, ale co tam.
Miłej zabawy.

Sobota
Pierwszy raz od dawna, udało mi się przyjechać na jacht, gdzie wszystko było
już gotowe. Jacht odebrany, jedzenie zaształowane, kolacja gotowa. Dzięki
kukom i Pierwszemu Oficerowi. Nic tylko usiąść z załogą i się integrować.
Cytrynówka szybko się skończyła.
Niedziela
Ruszamy, wbrew moim obawom, że nie ruszymy przed południem, udaje nam się
oddać cumy o 10tej. Z wiatrem (N 2-3) od rufy spływamy w dół. Na noc stajemy
na kotwicy, na pd od wyspy Kaprije
Tam pierwszy raz odpalamy silniczek i idziemy odkrywac uroku lokalnych
wysp. Uroki okazuja sie być dość osrtymi kamieniami wapiennimy.
Odnotowujemy pierwsze straty obtłuczonych kończynach i przelanej krwi.
Wieczorem drzemy japy przy śpiewniku Kornelnowym. Nie przeszkadzała nam jego
gra na gitarze.
Poniedziałek
Przedpołudnie w ciszy. Jeden z nielicznych poranków w ciągu rejsu gdy nie
wiało. Później jednak N2-3 powiał nas aż do Splitu. Słońce nas nie
rozpieszcza.
W Splicie pierwszy opad szczeny dla kapitana – każą mu cumować tyłem do
pomostu. God Bless Stery Strumieniowe. Marina droga jak diabli (75E), do
tego jeszcze sanitariaty w remonice. Na cały port dostępny 1 kibelek
(jeden), 1 prysznic (jeden) i 1 pisuar (jeden).
Po zacumowaniu spacer do Starego Miasta – to trzeba zobaczyc. Tego sie nie
da opisac. Potem powrot na jacht, kolacja i kolejny spacer po nocnym Splicie
(30 min w jedna strone, a wracajac na skroty 45 min).
Wtorek
Po sniadaniu kolejny spacer do miasta, tym razem na zakupy i inne takie
truskawki, warzywa. Spirytusu na cytrunowke brak.
Wyszlismy o 12tej, kierujac sie na wyspe Hvar. Wiala uczciwa 3 z NE. Kolo
17tej doplywamy do Stari Grad na Hvar’ze. Kolejny zonk dla kapitana.
Mouringów już nie ma. Można wpłynąć rufą pomiędzy dwa jachty (40 stopowy i
50 stopowy katamaran) przy okazji rzucając kotwicę z dziobu. Udało się po
paru próbach. God Bless Stery Strumieniowe i Patryka przy łańcuchu
kotwicznym. Postój jedyne 50E, ale nie ma pryszniców ani kibelków. Poza tym
‚etykieta jachtowa leży, bo nasze cumy szły powyżej Ich’.
Miasteczko przecudnej urody. Jak dla mnie śliczniejsze niż Split, ale ja
zawsze preferowałem mniejszy tłok. Ma też tą zaletę, że nie trzeba iść do
centrum 30 min, tylko 2 min. Przed wieczorem Olek jeszcze zakupił krewetki.
Potem była intergracja z załogą. Kończą się zapasy Gorzkiej.
Środa
Dzięki pokładowemu piekarzowi, na śniadanie mamy świeże pieczywo. Poranny
spacer po mieście i wizyta w Klasztorze Dominikanów. Tam chyba był jakiś
cud, bo O.Maciek zaczął mówić językami – co prawda germańskimi, ale
zawsze….
Po wypłynięciu z portu, mała kąpiel w morzu – temp. 14,8’C. Potem kierujemy
się w okolice wyspy Solta, by na wieczór zakotwiczyć w zatocze koło wioski
Necujam. Wiało z SW, więc idealnie schowaliśmy się za drzewami. Do czasu…
aż przyszła przebrzydła Bora z N i okazało się, że nasza ‚cicha zatoczka to
koniec wietrznego cugu. Nasza kotwica też jakoś nie chciała współpracować i
tak o to, o 23.40, podnosimy kotwicę i spływamy.
Czwartek
Początkowo był plan, aby przeskoczyć do Splitu, ale skończyło się na tym, że
płyniemy do rana, starająć się omijać wystający horyzont, zwany potocznie
wyspami. Wieje N3-4, do czwartej na pokladzie siedzi kapiszon z Kornelem i
Krzyskiem, aby ze zrecznością nie możliwą do opisania na tym skrawku
internetu, wypłynąć na szerokie wody tuż przed brzaskiem. Wtedy dowodzenie
przejmuje Wojciech a reszta śpi snem Sprawiedliwych. Koło 9tej, wchodzimy
do portu Primosten. A raczej stajemy na kotwicy. Załoga idzie zwidzać, a
dzielny kapitan pilnuje, aby jacht stał w tym samym miejscu. Potem nastepuje
zmiana, kapitan idzie na spacer, a KTOŚ inny ma pilnować jachtu…..Prawie
się udało 😛
Wieje cały czas z N, siła około 4-5, chwilami 6. Pomału halsujemy się do
góry, szukając odpowiedniej zatoki do zacumowania. Wreszcie wieczorem
wchodzimy do portu Tribunj. Kolejny zonk dla kapitana – jest miejsce w
głebi, pomostów – no i trzeba zacumować rufą. ..dalej wieje Bora (N4-5)
Tak, to podejście było pokazowym przykładem jak nie należy podchodzić.
Oczywiście ja miałem wszystko pod kontrolą i specjalnie tak wszedłem, aby
załodze pokazać, że tak też można 🙂
Marina okazała się najprzyjemniejszą spośród wszystkich (trzech) w których
stawaliśmy. cena akceptowalna (65E) ale w cenie przecudnej urody sanitariaty
i przysznice. Standardowy spacer po mieście i wspinaczka na górkę.
Wino też się kończy….
Piątek
Opuszczamy Tribunj, wieje N3-4, pomału zbliżamy się do celu. Każdy pokątnie
ociera łzy z oczu, gdyż wie, że to nasza ostatnia wspólna noc. Po drodze
kapiel i wtedy widzimy, jak nasza kotwica nie trzyma dna. Kapitan starał się
pozbyć 3 załogantów, ale cholera dogonili nas.
Wpływamy do Sukkosanu, tankowanie, ostatnie cumowanie przy pomoście (bez
przygód) i ogólna histeria na jachcie, że ponoć chcą jeszcze, że im mało…
Nie ma się nawet jak upić z rozpaczy, bo po rejsie zostało tylko pare pif.
Wykończamy sie Mszalnym.
Sobota
Płacz słychać w całym porcie. To już nie przelewki. Żegnamy się w Zadarze.

Reklamy

8 Comments

  1. Fajowa wyprawa, fajowa łódka (ale chyba nie bols? ;-)), fajnie napisane i dużo nowego doświadczenia w cumowaniu rufą. :-))

    (tylko mały ortograf w opisie środy, to taka mała podpowiedź do naniesienia poprawki :-))

    • Dzięki, poprawione. Inne literówki chyba też wyłapałem.

      Rejs był bardzo udany. Z kilku powodów. Najważniejsze, że załoga się super dogadywała.
      To cumowanie rufą napradę było jedną z głównych atrakcji – przynajmniej dla mnie. Na kursach takich rzeczy nie uczą, a jak już, to nie na 14m jachcie z wysoką wolną burtą i silnym bocznym wietrze.
      Właśnie zaczynamy przygtowania do kolejnego rejsu 🙂

  2. Bardzo dobrze się Ciebie czyta. Tak dobrze, że prawie czułam wiatr we włosach i sól na ustach:)

  3. Jestem niezniszczalna…:D

  4. super przygoda. może kiedyś… przekonam się sam na własnej skórze. 🙂 jak to jest… 🙂 pozdrawiam

  5. ja się nie przekonam, bo mam chorobe morską i leki przed kolebaniem łódkas/jachtem czy tam czym, ale poczytac fajnie jak innym sprawia to frajdę 🙂


One Trackback/Pingback

  1. By Hermetycznie po rejsie (II) « Moja Szuflada on 11 Sier 2011 at 1:28 pm

    […] Rok później […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: