Przeskocz nawigację


– Która godzina?
– Po północy.
– Na dole wszyscy kimają?
– Tak, jeszcze tylko Olek się tłucze, ale zaraz powinien zawinąć się w koi.
– A ty się kimnąłeś?
– Tak, z dwie godzinki.
– Za jakieś dwie gdziny będziemy mijać rute, po której pływa 80% szipów na Bałtyku.
– No widziałem na mapie. Zresztą już je widać na horyzoncie.
Wrześniowa noc, była ciemna, bezchmurna, bezksiężycowa. Liczne gwiazdy nie dawały wogóle jasności. W oddali było widać kilkanaście świateł: czerwonych, zielonych, białych. Promy, kontenerowce, gazowce, kutry – w skrócie szipy. Każdy taki statek mógł stanowić niebezpieczeństwo dla nas, jeżeli którys z nas źle rozpoznałby kierunku płynięcia, prędkość lub nie przewidziałby zwrotu. Płynęliśmy kursem 030 st. Lewa burta statków jest oświetlona na czerwono, prawa na zielono, rufa na biało. Jeżeli zobaczymy czerwone światło na lewo od dziobu, to statek nas już ‚minął’ i nie ma niebezpieczeństwa. Jeżeli zobaczymy zielone światło na prawo od dziobu, to tak samo. Widząc czerwone światło z prawej, trzeba kontrolować czy on przetnie nam kurs w bezpiecznej odległości. Jeżeli nie, trzeba robić zwrot i spier…uciekać. Jedynym problemem jest wyłowienie zielonego i czerwonego światła spośród dziesiątek innych świateł które świecą sie na mijających nas statkach. Najgorzej jest na promach pasażerskich, gdzie oświetlony jest każdy pokład, kajuta. Statki przemysłowe mają zazwyczaj powłączane niewiele świateł poza nawigacyjnymi.
Tak nam mija kilka godzin. Z lornetką przy oczach, przy notorycznym bujaniu szukamy zielonego i czerwonego światła. Oczywiście statki widać z odległości kilku mil i prawie wszystkie mijamy w bezpiecznej odległości, nie wyczuwając nawet zafalowania, które pozostawiają za rufą. Widzieliśmy też parę kutrów, które na ławicy odrzańskiej próbowali swojego szczęscia.
Noc nie była zima, wręcz ciepła jak na wrześień. Miło było siedzieć na pokładzie w takim czasie. Jacht lekko się bujał płynąc w kierunku Bornholmu. Pod pokładem cisza. Wszyscy śpią głeboko, wtuleni w burty, wtopieni w rytm falowania, niczym dzieci w kołysce.
Koło trzeciej widać było wyraźnie światło latarni Dueodde na południowym krańcu wyspy oraz czerwone światła z masztów lotniczych.
– Ide się kimnąc. Wyostrz za jakies półtorej, dwie godziny, tak żebyśmy jechali wzdłóż zachodniego brzegu wyspy.
– Nie wchodzimy do Rønne?
– Nie, za szybko jedziemy, bylibyśmy tam przed świtem, a ja nie lubie wchodzić do portu którego nie znam po ciemku. Poza tym nie lubie dużych miast. Pojedziemy dalej na północ, za dnia zobaczymy gdzie staniemy. Może Hasle jak się nie rozwieje, albo dalej, już za winklem – Ghudjem. Budź mnie jakby się coś działo.
Trzeba iść spać. Szybko spać.
– Wstawaj.
– Która godzina?
– Po siódmej.
– Gdzie jesteśmy?
– Na końcówce wyspy. Rozdmuchuje się.
– Kto jedzie?
– Pola.
Na pokładzie już było kilka osób. Na samej gieni, jechaliśmy żwawo. Przy tym wietrze nie było mowy o wejściu do jakiegokolwiek portu na zachodnim brzegu. Za cyplem Hammerode powinno być ciszej.
Bornholm ósma rano

6 Comments

  1. od szumu wiatru zrobiło mi się zimno:)
    Cudny bezkres…

    • Trzeba czapke zalozyc, i rekawiczki, i kurtke z wysokim kolnierzem. A na koniec wziac do reki kubek z goraca herbata.

  2. Wow, ale przygoda. Nigdy nie byłam na zadnym jachcie. Góral jestem, a pływać nauczyłam się w wieku 45 lat! Wcześniej się tylko topiłam.

    • Gory piekne sa. Kiedys mi marzylo zwodowac jakis paro metrowy jachcik na Morskim Oku i pozeglowac pod Mnichem

  3. … wtopieni w rytm falowania… to takie ufne poddanie się… bycie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: