Skip navigation


Pierwsza noc na wodzie jest zazwyczaj najbardziej niezwykła. Załoga wtula się w śpiwory po całym dniu pracy na pokładzie i zapoznawaniu się z jachtem. Próbując zasnąć, wtulają się w ściankę koi i łapią rytm przechyłów. Fala, przechył, prostowanie, fala, przechył, przechył, prostowanie, przechył, dźwięk fal opływający kadłub, przechył, fala, pół-sen, przechył…
W tym czasie na górze, na pokładzie, trwa ‚walka’. Pod setkami gwiazd i rogalem księżyca, poprzez hektolitry słonej wody, trzeba znaleźć swoją drogę na drugi Brzeg. Do Portu, do Schronienia. Łuna księżyca oświetla odrobinę pokład. Nie jest zupełnie ciemno. W oddali widać dziesiątki świateł. To co mruga, stoi na brzegu lub unosi się na wodzie. To co świeci stale, to pływadło. Mrugające światła latarń mogą mieć zasięg do kilkunastu mil morskich. Często zanim za rufą zgaśnie refleks latarni, przed dziobem widać już nastepną. Niczym niewidzialna ręka, która nas podaje do następnej… Latarnie są ‚łatwe’. Mają wiadomą charakterystykę, lokację, wysokość światła ponad poziomem wody. Błysk-ciemno-błysk-ciemno-ciemno-błysk-ciemno-błysk-ciemno-ciemno. Wystarczy mieć stoper w ręce: Fl (2) 6 sek. Gorzej jest ze statkami. Dużo ich i ‚wychodzą’ zza fal. Świecą na biało, czerwono, zielono. Płyną przed tobą, za tobą, z boku. Stalowe olbrzymy, dla których jesteś mrówką. Nawet nie poczują gdyby cię rozjechały.
‚Walka’ trwa. To światło oznacza latarnię Arcona, tamto Greisfalden Oie. Za 2-4 godziny całkiem ‚zgasną’ – znaczy będziemy za daleko aby być przez nie ‚prowadzone’. Przed nami ‚autostrada’. Dziesiątki statków: gazowce, kontenerowce, chemikaliowce, promy, barki, kutry. You name it .Trzeba rozpoznać czy płyną na ciebie, czy w prawo, lewo. Czy zmieniły kurs? Czy są długie na 50 czy 100 metrów? Przepłynąć im przed dziobem czy za rufą? Decyzja, akcja, zwrot, korekta kursu, żagle. I tak przez sześć do ośmiu godzin. Do świtu. W międzyczasie gorąca herbata, czekolada. Dłuże lub krótsze pogaduchy na tematy wszystkie bądź żadne. Zwrot, światło, kuter, łowi w parze, trałuje. Prom – dużo świateł, ciężko znaleźć burtowe zielone lub czerwone. Cisza. Chlupot morza o burte. Cisza. Hałas pod pokładem – wypadł garnek z szafki. Chłód. Herbata. Mrowienie oczu. Kompas. Statek. Błysk. Bornholm.
A rankiem, wybujana, senna załoga, budzi się na innym Lądzie.

Reklamy

9 Comments

  1. bardzo dobry tekst, klimat uchwycony jak cholera!

  2. super opis 🙂

  3. Jeszcze 6 tygodni :))))

  4. Ech.. to dopiero będzie.. Mam nadzieję, że będziesz miał czas na robienie zdjęć.

    • Oj bedzie sie dzialo.
      Tydzien na jachcie: Kopenhaga, Ystad, Bornholm. I banda krypto gejów 😉

  5. Klimat zrobiles swietny. Przyszlam nadrobic zaleglosci, ale wiecejnie czytam. Nie chce sie wybic z nastroju Nocy.
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: