Przeskocz nawigację


Piątek

Port – Greisfwald – przejęcie jachtu. Dzięki wydrukowanej zawczasu instrukcji (20 stron o wszystkim i o niczym), wiem gdzie co jest gdzie.
Przed północą zjeżdża się załoga. Tradycyjne powitanie chlebem i solą.

Sobota

Ostatnie problemy techniczne rozwiązane. Na pokład dostajemy spinakera. Spływamy w dół rzeki i wychodzimy na zatokę Greisfwaldzką. Pierwsze próby oswajania spinakera – pozytywne. Wieczorem wychodzimy na otwarte morze. Parę mil na północ od wyspy Rugia zaczynamy koncert wokalno-gitarowy na największej scenie na świecie, bo ilu ma okazję aby śpiewać na tak otwartej przestrzeni? Miejscówki szybko sprzedane i wszystkie dziewięć miejsc zostało zajętych. W międzyczasie mijają nas statki, zazwyczaj większego kalibru. Noc upływa pod znakiem mijania kutrów, promów i innych pływadeł. Czujemy się jak kura, która chce przejść na drugą stronę autostrady.

Niedziela

Łapanie snu pomiędzy wizytami na pokładzie, obserwacją horyzontu i radaru.
Poranek pod brzegami Szwecji. Przepływamy przez Falsterbo kanal i pomału kierujemy się w stronę Danii. Pole wiatraków na środku cieśniny robi na nas niesamowite wrażenie. Zresztą, nie mniejsze niż tunelo-most pomiędzy Kopenhagą a Malmo. Po 26 godzinach żeglugi szczęśliwie dopływamy do stolicy Danii, cumując kilkanaście metórw obok nagiego symbolu miasta. Kornel chce zobaczyć panoramę miasta z lotu ptaka, więc wciągamy go na maszt. Prysznic i zajęcia w pod-grupach (poza prysznicem) – zwiedzanie deszczowego miasta. A wieczorem wizyta lokalnej Polonii i próbki lokalnych artykułów spożywczych (w formie jedzenia i picia). Te śledziki w musztardzie na długo zapamiętam. Następnie ‚home made’ cytrynówka… i ranek.

Poniedziałek

Wciąż pada – wypływamy. Powracamy na kanał Falsterbo i kierujemy się na wschód. Próba rozjechania nas przez dwa promy zakończyła się sukcesem – naszym. Na wschód, wschód, półudniowy-wschód. I tak przez cały dzień i noc. Pierwsza kradzież czekolady z kambuza pozostała niezauważona. Zaskakująco szybkie promy, na Bornholm, mijały nas o przysłowiowy włos. Znowu ruta. Znów mijanie statków. Szybko łapiemy rytm wacht, zmian na sterze, obserwacji mijających nas statków. Nocne milczenie. Nocne dialogi. Sen łapany w każdej chwili.

Wtorek

Noc. Pomimo wyłączonej latarni Hamerode udaje nam się nie wpłynąć w Bornholm. Powoli kierujemy się w stronę Christianso, by potem odpaść do Svaneke. Ukochane Svanake – pomimo owej miłości, zawsze oczuwam lęk wpływając do tego portu. Stosy podowodnych kamieni w pełni tłumaczą ów stan ducha. Cumujemy przed siódmą: śniadanie, zwiedzanie pryszniców – i pora spać po długiej nocy. Obiadek, zwiedzanie, zakup pamiątek i pocztówek. Późnym popłudniem do portu wpływa około 30 metrowy jacht z Kajmanów. To ich 4-ty miesiąc żelugi. A mówią, że kryzys na świecie. Wieczorem wykańczanie zapasów alkoholowych, połączonych z autorską wersją programu ‚Mast bi de miuzik’.

Środa

W planie odwiedzenie archipelagu wysp Christianso i wieczorny powrót na Bornholm. Niestety, Kapitam pomylił się w oczytywaniu prognozy – miało wiać 15 węzłów a wiało…15 m/s. To oznacza, że zamiast 4’B mieliśmy 7-8’B. Pod Christianso dopłynęliśmy w dwie godziny, a potem był powrót… 6 godzinny. W międzyczasie fok odmówił współpracy i trzeba go było sprowadzić do parteru (pokładu) i postawić takiego mniejszego, zwanego sztormowym. Dzielnej załodze ta operacja (wykonywana w całości na dziobie) zajęła prawie 1.5h. W tym czasie dziób jachtu wielokrotnie zanużał się w wodach morza Bałtyckiego. Niepokojący był obłąkany wyraz zadowolenia na twarzach załogantów wracających z dziobu, który nie znikł już do końca rejsu. Pokonując fale i przeciwny wiatr dopłyneliśmy do Tejn. Dawno już obiad podczas rejsu nie smakował nam tak bardzo jak tego wieczoru.

Czwartek

Poranne szukanie żaglomistrza zakonczone zostało sukcesem. Trzeba napełnić wodę do zbiorników – taka tam wiaderkowa robota. Na zwiedzanie nie ma czasu, trzeba odbijać, żeby piątkowym popołudniem dopłynąć do Niemiec. Wieje SW-W, około 20-25w, w porywach do trzydziestu. Za cyplem Hammerode fale się wydłużają. Mają do 2-3m wysokości. Udaje nam się spokojnie przez nie żeglować. Czasem tylko, któryś ‚dziad’ przelewa się przez pokład, mocząc wszystko i wszystkich.

Zbliża się zmierzch. Załoga rozchodzi się do swoich koi. Życie na pokładzie wchodzi w rytm przechyłów i cogodzinnych pozycji nanoszonych na papierową mapę. Podawana nocą gorąca herbata czy potajemnie wynoszona czekolada smakują niczym chałwy persil.

Piątek

Powoli zbliżamy się do wybrzeża Niemiec. Latarnia Greisfader Oie świeci w naszym kierunku, tak samo jak Arkona. O świcie wiatr onieśmielony nadchodzącym dniem słabnie. Pomału wpływamy do zatoki aby koło południa minać most w Wieck a godzinę później zacumować w porcie. Sprzątanie, wynoszenie rzeczy. Przekazanie jachtu z listą drobnych usterek. Ostatnia kawa w portowej kawiarni i rozmowy podsumowujące. Pakowanie do samochodu i wyjazd z portu.

Rejs zakończony. Nowe doświadczenia, miejsca, przyjaźnie. Ponad 360Mm zapisane w logu. Następny rejs już niedługo, już za rok.

Trasa rejsu:

16 Comments

  1. obiektywnie po przeczytaniu – ech… fantastyczne…

  2. -zatęskniłam za Kopenhgą……piękny i trudny rejs…
    😉

    • Dzieki Krystiana.
      Kopenhaga sliczna jest. Milo bylo tam znowu przyplynac.

      • -tylko zapytam czy chodziłaś po mieście-wspaniałe muzea i wszystko za piwo…zyski z piwa
        😉

      • Do mariny wplynelismy kolo 15tej, potem drobne naprawy, obiad, prysznic. Na spacer wyszlismy po 18tej. Doszlismy do Nyhavn i powrot na jacht. A rano wyplynelismy przed 10ta rano. Nie, na rejsach nie zwiedzamy muzeow 🙂

  3. niby nic, ale przygoda że ho ho ho! Pozazdrościć, zarówno przeżyć jak i… odwagi oraz zdecydowania 😉

    • Przezyc bylo kilka, to prawda. Zdecydowanie….a moze nieswiadomosc?

      A najbardziej mnie rozbawila sytuacja, kiedy to dwie zony zalogantow, zaczely dzwonic do ambasady i sluz ratowniczych, gdy sie okazalo, ze chlopaki nie odzywaja sie od 6h. 🙂 A oni porostu grzecznie poszli spac po ciezkiej nocy.

  4. Świetny opis i bardzo ładne zdjęcia 🙂

    • Dzieki. Zdjecia moglby byc lepsze.
      A tekst sam sie napisal – tyle przezyc 😉

  5. zdjęcia dobre

  6. drugie zdjęcie przywołało u mnie piękne wspomnienie Kogoś – dziekuję 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: