Przeskocz nawigację

Category Archives: Josif Brodski

Rozumiem: można kochać pełniej, mocniej,
nieskazitelniej. Można, tak jak syn Kybele,
wtopić się w mrok i pod postacią nocy
wkraść się w twoje obszary. Można jeszcze wiele:
na przykład twoje rysy z molekuł i drobin
odtwarzać mozolnymi stalówki ruchami.
Albo, wbijając w lustro wzrok, tłumaczyć sobie,
że ty – to ja: bo kogóż właściwie kochamy,
jeśli nie siebie? Ale losowi zapiszmy
punkt w naszym jutrze – choćby zwlekały zegarki –
już wybuchała ta bomba, która wszystko niszczy
pozostawiając tylko meble albo garnki.
Nieważne, kto tu zbiegiem, kto przed kim ucieka:
nas ani przestrzeń, ani czas nie swata
i do tego, jakimi będziemy na wieki,
lepiej przywyknąć w dzisiejszym dniu świata.

PBP_3303

Reklamy

Znikąd z miłością, nastego lipcopada roku…,

drogi szanowny kochana, zresztą to się nie liczy,

nieważne kto, bo sam diabeł, szczerze mówiąc, z mroku

nie wydobędzie już twarzy, nie twój, lecz i niczyj

wierny przyjaciel pozdrawia serdecznie z jednego

spośród pięciu kontynentów, tego co się wspiera

na kowbojach, kochałem cię bardziej niż raj i Samego,

więc dalej mi do ciebie niż do nich jest teraz,

dziś, późną nocą, w uśpionej dolinie, na dnie,

w miasteczku, które śnieg po klamki zawiał,

w ciemnościach skręcam się na prześcieradle

(jak nie wspomniano niżej zamknąć nawias) –

i za morzem bez końca nie potrafiąc usnąć,

mamroczącym zaimkiem „ty” próbuję wzruszyć

poduszkę, kiedy ciało, obłąkane lustro,

zarys postaci twojej chce powtórzyć.