Przeskocz nawigację

Category Archives: Ogolne

Ukradłem od Mask 🙂
„Najstraszniejsze są równania z wiadomą, której nie chcemy przyjąć do wiadomości.”

Stanisław Jerzy Lec
„Myśli nieuczesane. Wszystkie”

Reklamy

u nas wiosna sie zakorzenia 🙂

20140226-191302.jpg

20140226-191317.jpg

– Interesuje się tylko sobą i pracą.
– To dobrze. Mężczyzna powinien lubić swoją pracę.
– A co z nami, kobietami?
– Ich pochłania praca, a my żyjemy własnym życiem.
– Nie po to brałam ślub by żyć samotnie. Chciałabym dzielić życie z nim. Wymagam zbyt wiele chcąc dobrego męża?
– Pani życie nie jest najgorsze skoro jedynym powodem do narzekań jest mąż, który dużo pracuje. Kiedy na horyzoncie nie widać innej kobiety, jesteśmy zazdrosne o czas,który spędzają w pracy.
– My też pracujemy,ale z umiarem.
– To nasz wybór. Z nimi jest inaczej. Dla nich praca to coś więcej,bez niej czują się jak bez powietrza.
– Nigdy nie próbowałam ingerować w pracę męża.
– Oczywiście, że nie. Tak nie wolno. Świat całkiem stanąłby w miejscu. Ale wciąż mamy na nich wpływ.
– Nie uważa pani, że powinno zachować się zdrowy umiar?
– Byłoby idealnie, ale…Ideały nie istnieją. Głupio byłoby, gdybyśmy zmarnowali swoje życie kosztem dążenia do ideału. Ale zachowaj to dla siebie. Nie muszą o wszystkim wiedzieć.
– Ale jak mam wytrzymać z mężem, którego ciągle nie ma? Nie zawsze jest nieobecny.
– Ożenił się z tobą. To najważniejsze. Kiedy będziesz w moim wieku,na pewno to zrozumiesz. Od jak dawna jesteście po ślubie?
– Piętnaście lat. Jednak myśli tylko o sobie i swojej pracy.
– I o kolegach.
– O nich oczywiście też.
– A o kochankach?
– Tego nie wiem.
– To dlatego zastanawiasz się kto dzwoni do niego w niedzielę?
– Nie, po prostu na niego patrzę.
– Podejrzliwie. Podziwiam go.
– Mogę wiedzieć dlaczego?
– Oczywiście. Co większość mężczyzn robi w niedzielę przed południem? Wylegują się. On tego nie robi. Zabrał cię na kawę, cieszy go rozmowa z tobą. Nadal wygląda jakby zalecał się do ciebie.
– Niemożliwe!
– Gdyby tylko się golił…byłby ideałem.

Niby zwykły otwór w ścianie a można go
zamknąć
otworzyć
zatrzasnąć
zamurować
uchylić
zaryglować
wyłamać

jak wiele okna i drzwi mają wspólnego z sercem



– Która godzina?
– Po północy.
– Na dole wszyscy kimają?
– Tak, jeszcze tylko Olek się tłucze, ale zaraz powinien zawinąć się w koi.
– A ty się kimnąłeś?
– Tak, z dwie godzinki.
– Za jakieś dwie gdziny będziemy mijać rute, po której pływa 80% szipów na Bałtyku.
– No widziałem na mapie. Zresztą już je widać na horyzoncie.
Wrześniowa noc, była ciemna, bezchmurna, bezksiężycowa. Liczne gwiazdy nie dawały wogóle jasności. W oddali było widać kilkanaście świateł: czerwonych, zielonych, białych. Promy, kontenerowce, gazowce, kutry – w skrócie szipy. Każdy taki statek mógł stanowić niebezpieczeństwo dla nas, jeżeli którys z nas źle rozpoznałby kierunku płynięcia, prędkość lub nie przewidziałby zwrotu. Płynęliśmy kursem 030 st. Lewa burta statków jest oświetlona na czerwono, prawa na zielono, rufa na biało. Jeżeli zobaczymy czerwone światło na lewo od dziobu, to statek nas już ‚minął’ i nie ma niebezpieczeństwa. Jeżeli zobaczymy zielone światło na prawo od dziobu, to tak samo. Widząc czerwone światło z prawej, trzeba kontrolować czy on przetnie nam kurs w bezpiecznej odległości. Jeżeli nie, trzeba robić zwrot i spier…uciekać. Jedynym problemem jest wyłowienie zielonego i czerwonego światła spośród dziesiątek innych świateł które świecą sie na mijających nas statkach. Najgorzej jest na promach pasażerskich, gdzie oświetlony jest każdy pokład, kajuta. Statki przemysłowe mają zazwyczaj powłączane niewiele świateł poza nawigacyjnymi.
Tak nam mija kilka godzin. Z lornetką przy oczach, przy notorycznym bujaniu szukamy zielonego i czerwonego światła. Oczywiście statki widać z odległości kilku mil i prawie wszystkie mijamy w bezpiecznej odległości, nie wyczuwając nawet zafalowania, które pozostawiają za rufą. Widzieliśmy też parę kutrów, które na ławicy odrzańskiej próbowali swojego szczęscia.
Noc nie była zima, wręcz ciepła jak na wrześień. Miło było siedzieć na pokładzie w takim czasie. Jacht lekko się bujał płynąc w kierunku Bornholmu. Pod pokładem cisza. Wszyscy śpią głeboko, wtuleni w burty, wtopieni w rytm falowania, niczym dzieci w kołysce.
Koło trzeciej widać było wyraźnie światło latarni Dueodde na południowym krańcu wyspy oraz czerwone światła z masztów lotniczych.
– Ide się kimnąc. Wyostrz za jakies półtorej, dwie godziny, tak żebyśmy jechali wzdłóż zachodniego brzegu wyspy.
– Nie wchodzimy do Rønne?
– Nie, za szybko jedziemy, bylibyśmy tam przed świtem, a ja nie lubie wchodzić do portu którego nie znam po ciemku. Poza tym nie lubie dużych miast. Pojedziemy dalej na północ, za dnia zobaczymy gdzie staniemy. Może Hasle jak się nie rozwieje, albo dalej, już za winklem – Ghudjem. Budź mnie jakby się coś działo.
Trzeba iść spać. Szybko spać.
– Wstawaj.
– Która godzina?
– Po siódmej.
– Gdzie jesteśmy?
– Na końcówce wyspy. Rozdmuchuje się.
– Kto jedzie?
– Pola.
Na pokładzie już było kilka osób. Na samej gieni, jechaliśmy żwawo. Przy tym wietrze nie było mowy o wejściu do jakiegokolwiek portu na zachodnim brzegu. Za cyplem Hammerode powinno być ciszej.
Bornholm ósma rano

Urk's jacht haven

Urks' Lighthouse (sea side)

Ijselmeer

Urk's Lighthouse



Twilight, originally uploaded by .:My Drawer:..

Dlaczego starzy ludzie budzą się tak wcześnie? Czy po to, żeby mieć dłuższy dzień?
„Stary człowiek i morze”