Przeskocz nawigację

Category Archives: poezja

I have changed the numbers on my watch…
Brian Patten

I have changed the numbers on my watch,
and now perhaps something else will change.
Now perhaps
at precisely 2 a.m.
you will not get up
and gathering your things together
go forever.
Perhaps now you will find it is
far too early to go,
or far too late,
and stay forever.

Reklamy

Słuchając dziś Blues Nocy Bieszczadzkiej ‚zatrzymałem’ się przy utworze „Z rozkazu serca ognia powietrza i wody” . Podejrzewam, że słowa połączył Ziemianin.

Piersi twe pięknie wezbrane całowałem
Włosy twe falowały rozrzucone w trawie
Powietrze na amen samo się składało
Czasem tylko uklękło na jedno kolano

W modlitwie ważki nieruchomo stały
Nad liściem zadumane czy nad sobą
Z rozkazu serca ognia powietrza i wody
Wchodziliśmy razem po gorących schodach

Jak sarny spłoszone biegły nasze dłonie
Bo za ręce nas prowadził biały topór słońca
Obcinał gałęzie sosnom te strzelały w niebo
Coraz bardziej szalone w ucieczce przed śmiercią

I nagle wybuchła równina przed nami
Szeroko otwarte oczy dziwiły się same
Mówiłaś jak w gorączce pokazując dzwonki
Że ich ślady prosto do nieba prowadzą

Można posłuchać TU



Summer memories, originally uploaded by .:My Drawer:..

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Siedziałabyś na sofie,
ja – na dywanie,
chustka byłaby twoja,
moja – kapiąca łza,
albo może na odwrót:
płacz ty – pociecha – ja.
Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Prowadząc wóz, dłoń kładłbym
na twym kolanie,
udając, że je mylę
z dźwignią, gdy zmieniam bieg.
Wabiłby nas nieznany
lub właśnie znany brzeg.

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Srebrny księżyc na czarnym
nieba ekranie
na przekór astronomom
oddawałbym co noc
na żeton na automat,
by usłyszeć twój głos.

Szkoda, że cię tu nie ma,
na tej półkuli –
myślę, siedząc na ganku w letniej koszuli
i z puszką „Heinekena”.
Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer.
Co za zysk z zapomnienia,
jeśli tuż po nim – śmierć?


J.Brodski

Robert Kasprzycki
Oda do garnuszka

Ach jak bardzo chciałbym powrócić
do garnuszka z pękniętym uszkiem
jabłka z drzewa zerwanego na szczęście
znów kraciastą przytulić poduszkę

I na wiosnę pojeździć rowerem
kiedy śnieg już stopnieje z chodników
i na rzekę okręcik z papieru
by jak ja mógł popłynąć do Nikąd

Od sąsiadów pożyczyć porzeczek
nawet palec skaleczyć na gwoździu
czasem z Maćkiem pogadać od rzeczy
czasem cichy odwiedzić kościół

Kamieniami strącać w parku kasztany
z plasteliny ulepić zwierzęta
małe zoo z zielonymi małpkami
gdzieś na strychu przez dziadka zamknięte

Dostać klapsa tak żebym pamiętał
że w tym życiu nie zawsze jest fajnie
i opłatek i prezent na święta
i figurki w zapałczanej stajni

Ach jak bardzo chciałbym powrócić
do garnuszka z tym uszkiem szczerbatym
kiedy szczęście nie było radością
wypłacaną przez Boga na raty

Dreaming

Oda do garnuszka



Catch me, originally uploaded by Drawer-land.

Czy pamiętasz, jak to było, czy pamiętasz, jak to było
Kiedy jeszcze bez wahania ludziom się wierzyło.
Gdy świat bywał taki prosty, jak elementarze
Gdy się w złoto obracało każde z naszych marzeń.

Czy pamiętasz, jak to było, czy pamiętasz, jak to było
Gdy nas świt do snu prowadził w pościel bladosiwą.
Gdy do szczęścia brakowało przyjaciół i wina
Gdy świat się za oknem kończył tam, gdzie się zaczynał.

Ech, złudzenia, jak na skrzydłach prosto w jutro niosły
Chcieliśmy za wszelka cenę wkroczyć w świat dorosłych.
Dzisiaj tylko sny zostały, ale kto je kupi
Jak przysłowia się sprawdzają – młody to i głupi.

Czy pamiętasz, jak to było, czy pamiętasz, jak to było
Kiedy dzień był ja stulecie, a kalendarz chwila.
Kiedy drzwi się wyważało otwarte na oścież
Piękne słowa były chlebem, a dłoń każda mostem

Ech, złudzenia, jak na skrzydłach prosto w jutro niosły
Chcieliśmy za wszelka cenę wkroczyć w świat dorosłych.
Dzisiaj tylko sny zostały, ale kto je kupi
Jak przysłowia się sprawdzają – młody to i głupi.

Gdyby można po cichutku, kiedy człowiek zaśnie
Cofnąć życie tak jak zegar o lat kilkanaście…

Hush Now
Brian Patten

When the wave breaks
Who puts it back together?
When the night falls
Who runs to its aid?
When the clouds part
Does no one feel sorry for them?

The wave breaks the wind moans
The night falls The clouds part.
Hush now,
Sometimes words are dangerous things
Inventing chaos
Where none was intended.



DSC_0128, originally uploaded by Drawer-land.


Robert Kasprzycki

Jego słońce

Siedzi w barze tym od świtu,
nie stać go na pierwsze piwo,
czasem ktoś go poczęstuje papierosem.
Stałe miejsce tuż przy ladzie,
stamtąd lepiej wszystko widać,
tutaj wschodzi i zachodzi jego słońce.

Kiedy wraca ulicami
ceny mizdrzą się z wystawy,
nie dla niego smak Edenu luksusowy.
On kupuje odzież tanią,
która sama się zachwala
że już ktoś ją przenicował łzą kaprawą.

Zwolnione godziny, rozmowy o niczym
a usta wciąż mielą przekleństwa.
Z tej mąki polityk wypiecze chleb gorzki,
brunatny sen triumfu i klęski.

Siedzi w barze tym do świtu,
pięści puchną pod stolikiem,
gdyby jeszcze raz tak złapać gdzieś robotę.
Bo podobno dom budują,
który lśni tysiącem okien
lecz ten dom za symbolicznym stoi płotem.

Zwolnione godziny, rozmowy o niczym,
a usta wciąż mielą przekleństwa.
Z tej mąki polityk wypiecze chleb gorzki,
brunatny sen triumfu i klęski.

Siedzi w barze tym od świtu,
nie stać go na pierwsze piwo,
czasem ktoś go poczęstuje papierosem.
Stałe miejsce tuż przy ladzie,
stamtąd lepiej wszystko widać,
tutaj rodzi się i tu umiera
jego słońce.