Przeskocz nawigację

Category Archives: Raz-Dwa-Trzy

Czasem tak trudno jest iść swoją drogą, choć często jest to tak proste…

PBP_1213-2

Reklamy

spełnione i nie

wypowiedziane i przemilczane

realne i nie

te z

wrzosami na wyspie

perłową łodzią

duńskimi chatkami

nocnym tańcem

porankiem wśród wydm

weź co chcesz




A route, originally uploaded by Drawer-land.

….Różne drogi nas prowadzą, lecz ta, która w przepaść rwie
Jeszcze nie, długo nie

Już

Już
Nie powiesz „dobrych snów”
Twych słów w niebie nie potrzeba już

Bądź
Dniem nocą przy mnie bądź
Jak duch jak czarodziej dobrych snów

Czas
Niech płynie poprzez nas
Kto zgasł temu nie potrzebny czas

Głos
Twój ciepły ucichł głos
Już noc niebu nie potrzebna noc

Łzy
Niech płyną wyschną łzy
Wiec wiesz w niebie nie potrzeba łez

Jeśli spotkasz tych których znałeś idź
Mieni się wśród gwiazd obietnicy blask

Graj
Aniele ciszy graj
Twych strun niechaj dotknie smutek moj

Weż
Na drogę dobrych chwil
Kto wie co tam w niebie dadzą ci

Próg
Przekroczyć nieba próg
Byś mógł pukaj aż uchylą wrót

Śpij
O wschodzie słońce drży
To nic już nadchodzi chłodny świt


Z uśmiechem dziecka kamień
Ze szczytu góry sturlał
Lecz tak swe oparł ramię
Że pod nim pękła góra
I pierwszym drgnęła płaczem
Więc długo na jej zbocze
Tak smutnym wzrokiem patrzył
Aż strumień z niej utoczył

Ale o wschodzie słońca
Strumienia szum poranny
Tak po pustyni rozsiał
Zmieniwszy w oceany
Że mógł zastąpić oddech
Przypływem i odpływem
I uznał to za dobre
I przyśnił pierwszą rybę

Jak było
Na początku
I jak się zdarzyć mogło
Przez Tego
Który w końcu
Powiedział pierwsze słowo

Dla oceanów lustrem
Nieba błekity zimne
Wciagneły by w swą pustkę
Gdyby nie furgot skrzydeł
Ponad obfite gaje
Stworzone by ideał
Nazwany później rajem
Samoistnie się spelniał

Jak było
Na początku
I jak się zdarzyć mogło
Przez Tego
Który w końcu
Powiedział pierwsze słowo

Kobietę i mężczyznę
Których ulepił z gliny
I którym darował życie
Dzieląc je odtąd z nimi
Zastał w ramionach drzewa
Nagich pod jego cieniem
Jak owoc grzechu niewart
Dojrzewał w ich spojrzeniach

Jak było
Na początku
I jak się zdarzyć mogło
Przez Tego
Który w końcu
Powiedział pierwsze słowo



7th day, originally uploaded by Drawer-land.

Oto papieros w dłoni

Oto papieros w dłoni
Po zapałkach pudełko
A pod pudełkiem stolik
I jego wieczna lepkość
Drzwi uchylone lekko
A zza nich promień świtu
Opada wprost na krzesło
Stojące przy stoliku

Z mimo wolnego gestu
Bawiąc się oka ruchem
Śledzę z miejsca na miejsce
Przelatującą muchę
Jak poszukuje śladów
Zostawionych przede mną
Przez tych co tyle razy
Znosili swą bezsenność

W nozdrzach aromat kawy
Dym papierosa w ustach
Obrakza autostrady
Wierne odbicie z lustra

Jaka myśl się zjawi
Jakiej bym nie przegnał
Patrze w tejże kawiarni
Na plastikowy zegar
I czego nie usłyszę
W znajomym takcie serca
Tym bardziej wolę milczeć
Im głebiej w serce zerkam