Przeskocz nawigację

Tag Archives: rejs

Reklamy

Setki maili, uzgodnień, decyzji, wiele telefonów, odrobina gotówki, kilka godzin za kierownicą.

50 stóp po pokładzie, 10 facetów, 7dni, 260 mil morskich, setki wysp, dużo emocji, siła wiatru i Morza.

I już po rejsie

z profilu

Na rufie

Postój

W Kyrkesund

nasz dom z profilu

wschód słońca

9 facetów
7 dni
350 Mil morskich
3 porty

wrażenia
nie do policzenia….

W ramach przygotowania do tegorocznego rejsu, napisałem zaległy opis inaugarycjnego resju MDK. Szczegółów wiele nie pamiętam, bo to było ponad dwa lata temu, a latka lecą 🙂
Zapraszam!

Inicjacyjny Rejs Morskiego Domu Kultury

10.05.2009 – niedziela
Przyjazd. Okazało się, że właściciel tym jachtem pływa dwa, trzy razy w roku. Do Finlandii jeszcze nim nie dopłynął. Zepsuł się agregator w pokładowej lodówce. Nowy już zamontowany, a stary służy jako stopnica. Załoga dociera wieczorem: rozpakowanie i integracja. Więcej nie pamiętam

11.05.2009 – poniedziałek
Ubieramy co się da i płyniemy przed siebie. Wąsko. Duuużo promów wysokich jak wieżowce na Nowym Dworze. Zahaczamy o Vaxholm uzupełnić zapasy …chleba ;). Pomału żeglujemy ku wyjściu na otwarte morze. Tysiące wyspek. Pięknie jest, czasem wąsko. Na każdej wysepce małe czerwone domki. Decydujemy się na postój na wyspie Möja. W około małe czerwone domki. Zazwyczaj puste. Znaczy umeblowane (IKEA), ale bez mieszkańców. Zapewne przyjadą w jakiś ciepły czerwcowy weekend, kto z nich przyjechałby w maju, kiedy to lód dopiero stopniał? Kapitan wpadł na pomysł żeby przejść wyspę w poprzek – na zachód, tam musi być jakaś cywilizacja. Prawie udało się nam nie zabłądzić. Bezcenne. Zachód słońca i powrót na wschód wyspy. W marinie nadal tylko nasz jacht…

12.05.2009 – wtorek
Wczesnym rankiem odbijamy z Möj’ej wyspy. Przebijamy się przez wysepki i szukamy wyjścia ze Szkierów na otwarte morze. Kierunek Allandy. Kapitan został prezesem. Jedynym – niczym czekolada Wedla. Na wieczór dopływamy do stolicy Allandów – Maarianhamina. Poza nami tylko dwa jachty w porcie – pod rosyjską banderą. Kiedy ci finowie pływają? Szybka kolacja i powolna sauna 🙂

13.05.2009 – środa
Zwiedzanie żaglowca „Pommern”. Wielki szacunek dla żeglarzy z tamtego okresu (lata 20te i 30te XXw.) za pracę jaką wykonywali na tym żaglowcu (transport zboża z pd Australli do Anglii i Irlandii). Samo miasteczko raczej spokojne i nie wygląda na stolice niezależnego terytorium Finlandii. W drodze powrotnej znaleźlismy trój-płatową śrubę po wpłynięciu na kamienie allandzkie (każde ‚skrzydełko’ waży 2T).

Opuszczamy ‚stolycę’ i staramy sie zagubić pośród tysiąca wyspek. Nawet znaleźliśmy taką jedną do której dało się zacumować (prawie jak na Mazurach). Taka niewielka, jakieś 1000m2 powierzchni.

14.05.2009 – czwartek
Bladym świtem odpalamy katarynę i opływamy przecudny, bezludny archipelag wysp. Tu trzeba wrócić. Można tu popływać tu przez 2-3 tygodnie nie odwiedzając dwa razy tej samej wyspy. Na pożegnanie dostajemy ‚szóstkę’ w gębe. Po nocy wchodzimy do Grissleham.

15.05.2009 – piątek
Wzdłuż wybrzeża i poprzez północne wejście wchodzimy w Archipelag Szkierów. Znowu promy – które niczym trawaje kursują pomiędzy Szwecja-Finlandia i Estonią. Nocleg w Furusundzie.

16.05.2009 – sobota
Pomały płyniemy w kierunku Svininge. Na obiad lekko zbaczamy z kursu, aby zjeść w przecudnych warunkach przyrody (kotwica z rufy, cuma na lądzie). Skończyło się kąpielą dwóch załogantów i … kotwicą z rufy trzema cumami z dziobu. Ostatni etap do Svininge już bez emocji.

Tak się spodobało, że rok później też popłynęliśmy – tyle że tam, gdzie jest cieplej niż 9’C.

Pełna trasa:

Rok później

Plan na ten rok:

– Która godzina?
– Po północy.
– Na dole wszyscy kimają?
– Tak, jeszcze tylko Olek się tłucze, ale zaraz powinien zawinąć się w koi.
– A ty się kimnąłeś?
– Tak, z dwie godzinki.
– Za jakieś dwie gdziny będziemy mijać rute, po której pływa 80% szipów na Bałtyku.
– No widziałem na mapie. Zresztą już je widać na horyzoncie.
Wrześniowa noc, była ciemna, bezchmurna, bezksiężycowa. Liczne gwiazdy nie dawały wogóle jasności. W oddali było widać kilkanaście świateł: czerwonych, zielonych, białych. Promy, kontenerowce, gazowce, kutry – w skrócie szipy. Każdy taki statek mógł stanowić niebezpieczeństwo dla nas, jeżeli którys z nas źle rozpoznałby kierunku płynięcia, prędkość lub nie przewidziałby zwrotu. Płynęliśmy kursem 030 st. Lewa burta statków jest oświetlona na czerwono, prawa na zielono, rufa na biało. Jeżeli zobaczymy czerwone światło na lewo od dziobu, to statek nas już ‚minął’ i nie ma niebezpieczeństwa. Jeżeli zobaczymy zielone światło na prawo od dziobu, to tak samo. Widząc czerwone światło z prawej, trzeba kontrolować czy on przetnie nam kurs w bezpiecznej odległości. Jeżeli nie, trzeba robić zwrot i spier…uciekać. Jedynym problemem jest wyłowienie zielonego i czerwonego światła spośród dziesiątek innych świateł które świecą sie na mijających nas statkach. Najgorzej jest na promach pasażerskich, gdzie oświetlony jest każdy pokład, kajuta. Statki przemysłowe mają zazwyczaj powłączane niewiele świateł poza nawigacyjnymi.
Tak nam mija kilka godzin. Z lornetką przy oczach, przy notorycznym bujaniu szukamy zielonego i czerwonego światła. Oczywiście statki widać z odległości kilku mil i prawie wszystkie mijamy w bezpiecznej odległości, nie wyczuwając nawet zafalowania, które pozostawiają za rufą. Widzieliśmy też parę kutrów, które na ławicy odrzańskiej próbowali swojego szczęscia.
Noc nie była zima, wręcz ciepła jak na wrześień. Miło było siedzieć na pokładzie w takim czasie. Jacht lekko się bujał płynąc w kierunku Bornholmu. Pod pokładem cisza. Wszyscy śpią głeboko, wtuleni w burty, wtopieni w rytm falowania, niczym dzieci w kołysce.
Koło trzeciej widać było wyraźnie światło latarni Dueodde na południowym krańcu wyspy oraz czerwone światła z masztów lotniczych.
– Ide się kimnąc. Wyostrz za jakies półtorej, dwie godziny, tak żebyśmy jechali wzdłóż zachodniego brzegu wyspy.
– Nie wchodzimy do Rønne?
– Nie, za szybko jedziemy, bylibyśmy tam przed świtem, a ja nie lubie wchodzić do portu którego nie znam po ciemku. Poza tym nie lubie dużych miast. Pojedziemy dalej na północ, za dnia zobaczymy gdzie staniemy. Może Hasle jak się nie rozwieje, albo dalej, już za winklem – Ghudjem. Budź mnie jakby się coś działo.
Trzeba iść spać. Szybko spać.
– Wstawaj.
– Która godzina?
– Po siódmej.
– Gdzie jesteśmy?
– Na końcówce wyspy. Rozdmuchuje się.
– Kto jedzie?
– Pola.
Na pokładzie już było kilka osób. Na samej gieni, jechaliśmy żwawo. Przy tym wietrze nie było mowy o wejściu do jakiegokolwiek portu na zachodnim brzegu. Za cyplem Hammerode powinno być ciszej.
Bornholm ósma rano

Swedish houses

Morning on Allands

Paper chart and Garmin