Przeskocz nawigację

Tag Archives: Robert Kasprzycki

Wszyscy robią podsumowania roku w grudniu, gdzieś pomiędzy Swiętami na Nowym Rokiem. U mnie jest…inaczej. Zrobimy to w styczniu.

W zeszłym roku, w mojej szufladzie zagościło kilka płyt. Jedna bardzo długo oczekiwana.

Poniżej subiektywny ranking tychże…

czworka

(kolejnośc (nie)przypadkowa).

Damien Rice, My Favourite Faded Fantasy

Poprzednie płyt (0 i 9) zioneły poezją. Tym razem jest podobnie. Tyle, że dojrzalej, z większą ilością instrumentów smyczkowych i z wysokim wskaźnikiem „na doła”. Szczególnie polecam „My Favourite Faded Fantasy”, „Trusty and True”, „The Greatest Bastard”, …i kilka innych

Piotr Bukartyk, Kup sobie psa

Jak to u Pana Piotra. Dobre teksty, niezłe aranżacje gitarowe. Niestety dotychczas miałem możliwość przesłuchania tej płyty tylko raz, więc tylko „Kup sobie psa” zapadło mi w duszy…

Szymon Zychowicz, Impresje i komety

Mistrzostwo. Pan Szymon znany z poezji śpiewanej nadal tworzy w tym gatunku i chwała mu za to. Od płyty ciężko się oderwać. Są Aniołowie, wojskowe rytmy, ponownie Aniołowie, Swięte Pańskie…Cała płyta to rarytas, zarówno pod względem muzycznym jak i lirycznym. Moje top ‚fri’:Piosenka w samą porę, Bo jak cię mam zapomnieć, Chory krajobraz. A Annę od cokołów już kiedyś TU zapodawałem…

Robert Kasprzycki, Cztery

No co tu wiele pisać. Na płytę czekałem parę lat. I warto było. Dojrzałe, autorskie teksty, gitarowe aranżacje..czego chcieć więcej. Od płyty nie sposób się odezwać. Część z utworów jest znana, jak np, Spadanie, Myślę o Tobie. Z pozostałych, to „Martin Eden”, „Rozmarynowa” i „Jak ocean”. I wszystkie pozostałe…

Reklamy

Już za kilka godzin koncert…..

słowa i muzyka R.Kasprzycki

myślę o tobie często
co nie jest takie proste
jak myśli się o bogu
gdy czas się staje postem

morderczym słów zanikiem
bełkotem w chłodnej ciszy
myślę o tobie często
kiedy mnie nikt nie słyszy

trumienno czarnym piórem
piszę pijane listy
może mnie ktoś odwiedzi
może znów będę czysty

a może wielki płomień
spopieli mnie bezgłośnie
może w błękitnej mgiełce
skryje mnie ognia pościel

i pójdę wąskim traktem
który prowadzi nigdzie
i zniknę w bieli szarej
jak nikt kto nagle przyszedł

a kiedy już odnajdę
odpowiedź na to wszystko
okryję się milczeniem
przeniknę uczuć czystką

myślę o tobie często
co nie jest takie proste
jak myśli się o bogu
gdy czas się staje postem

morderczym słów zanikiem
bełkotem w chłodnej ciszy
myślę o tobie często
kiedy mnie nikt nie słyszy

Fragment

Anioł mój lewy
Robert Kasprzycki

Mordkę ma białą jak spaniel
od żalu bólu i mleka
czeka na boskie skaranie
sen ma na ciężkich powiekach
przyszedł dziś do mnie w zastępstwie
na ogół wpada ten prawy
mój anioł lewy ma pecha
od szkód i wszelkiej zabawy

strzeż mnie aniele strzeż
jutro i tak ci ucieknę
lecz zanim znajdę się w piekle
strzeż mnie aniele strzeż

Najpierw mi grzechy przekłada
trochę niepewnie na wadze
te słodkie jak czekolada
nie są niestety w przewadze
ciężkie i całkiem śmiertelne
mylą się grzechy lewemu
gdy scholastyczny ma problem
śpiewam mu zamiast refrenu

strzeż mnie aniele strzeż
jutro i tak ci ucieknę
lecz zanim znajdę się w piekle
strzeż mnie aniele strzeż

Mordkę jak spaniel ma białą
a oczy dobre jak niebo
choć mu się kiedyś zdawało
że najważniejszą potrzebą
jest równowaga na szalkach
to już go nawet nie drażni
że się przydaje tak często
ten fałszowany odważnik

strzeż mnie aniele strzeż
jutro i tak ci ucieknę
lecz zanim znajdę się w piekle
strzeż mnie aniele strzeż

Loneliness

słowa – Marek Tercz

Ja śpiewam wam, a ma dusza moja
Niby skrzypce…
Do nieba, do nieba się wspina
Jak pająk po nitce.

I niesie mą pieśń, wysoko, wysoko, wysoko…
Jak w mroku pochodnię.
I płonie, płonie, płonie, płonie…
Pieśń żywym ogniem.

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Otwórz mi, proszę…
Z wiecznych zim, chłodnych mgieł moją pieśń!
Do ciebie niosę…

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Przez tę mroźną zasłonę…
Wpuść mnie, wpuść! Bo pali mnie lód.
Wpuść mnie, nim spłonę…

O szczęściu śpiewam, choć jest, choć częściej…
To go tyle co pies napłakał.
Ledwie wyrwiesz się, ledwie stopy od ziemi oderwiesz…
A tu już trzeba wracać.

Więc niosę pieśń wysoko, wysoko, wysoko…
Jak w mroku pochodnię.
I płonie, płonie, płonę, płonę…
I po mnie, po mnie już, po mnie…

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Otwórz mi proszę…
Z wiecznych zim, chłodnych mgieł moją pieśń!
Do ciebie niosę…

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Przez tę mroźną zasłonę…
Wpuść mnie, wpuść! Bo pali mnie lód.
Wpuść mnie, nim spłonę…

Ja śpiewam wam, a ma dusza moja
Niby skrzypce…
Do nieba, do nieba się wspina
Jak pająk po nitce.

Nie wydaj mnie na pożarcie smokom
Mniej na mnie oko
Od złego strzeż
A gdybym na laurach chciał spocząć
Nie pozwól się pchać w takie błoto
Spraw bym te laury miał gdzieś
Nie wydaj mnie w ręce Kaina
Od bólu się zżymam na samą myśl
A myśl ta przecież szalona
Nie daj mi skonać w jego szponach
Nie daj mi skonać, nie daj zgnić
I nie budź mnie w noc niespokojną
Co tak jak wojna, od niej strzeż
Szaleńców trzymaj na wodzy
I nie daj im się narodzić
Nie pozwól im narodzić się
I nie każ iść tak bez celu
Jak poszło wielu, w mroczną dal
Gdy światłość wiekuista, otoczy Cię,
spraw bym był jak kryształ,
Jak woda czysta, jak łza
Nie wydaj mnie na pożarcie smokom
Mniej na mnie oko
Od złego strzeż
A gdybym na laurach chciał spocząć
Spraw bym te laury miał gdzieś….


Robert Kasprzycki
Oda do garnuszka

Ach jak bardzo chciałbym powrócić
do garnuszka z pękniętym uszkiem
jabłka z drzewa zerwanego na szczęście
znów kraciastą przytulić poduszkę

I na wiosnę pojeździć rowerem
kiedy śnieg już stopnieje z chodników
i na rzekę okręcik z papieru
by jak ja mógł popłynąć do Nikąd

Od sąsiadów pożyczyć porzeczek
nawet palec skaleczyć na gwoździu
czasem z Maćkiem pogadać od rzeczy
czasem cichy odwiedzić kościół

Kamieniami strącać w parku kasztany
z plasteliny ulepić zwierzęta
małe zoo z zielonymi małpkami
gdzieś na strychu przez dziadka zamknięte

Dostać klapsa tak żebym pamiętał
że w tym życiu nie zawsze jest fajnie
i opłatek i prezent na święta
i figurki w zapałczanej stajni

Ach jak bardzo chciałbym powrócić
do garnuszka z tym uszkiem szczerbatym
kiedy szczęście nie było radością
wypłacaną przez Boga na raty

Dreaming

Oda do garnuszka