Przeskocz nawigację

Ale czy można wrócić po śladach do punktu wyjścia?
Wszak ‘phanta rei’ i takie tam?
Skąd wiedzieć, że się doszło?

Ściana, okno, drzwi. Kuchnia, kawa, okno. Fotel, zegar, okno, drzwi. Podnoszenie słuchawki. Jest dźwięk – działa. Okno.
Wyjechał trzy dni temu. W międzyczasie zdążyła wypić dzięsiątki kaw, a dywan koło okna, jest tak wgnieciony, jakby przez cały czas nie robiła nic poza wypatrywaniem go zza szyby. Co w sumie jest prawdą. Nie może się pozbierać od momentu, gdy zamknęły się za nim drzwi. Przez jakiś czas próbowała się zająć pracą, ale to nic nie dało. Myślami była z nim. Jak zawsze. A teraz wyjechał. Wziął plecak i wróci za parę dni.
Jak się odnaleźć bez niego w tym olbrzymim, pustym mieszkaniu? Jak się nie zgubić na olbrzymiej sofie, gdzie nie można się do niego przytulic? Jak ułożyć się na przepastnym materacu, gdzie nadal czuć jego zapach w poduszce. Jak nie ogłuchnąć w tej gigantycznej sali koncertowej, gdzie z każdego kąta nie słychać jego ulubionej muzyki?
Słuchawka – telefon nadal działa.
Słucha wiadomości, czy nie było wypadku, czy ktoś nie zaginął. Nie.
Pije z jego kubka. Zastanawia się czy nie założyć jego koszuli, którą ostatnio nosił. Nie, jeszcze nie. Wytrzyma. Wieczorem położy się w niej do snu.
Wbija się w róg sofy, tak aby zrobić mu miejsce. Z głośników słychać wymowną ciszę. Ogląda po raz setny mapę i zastanawia się gdzie jest. Mogą być w Zimnej lub u Śpiących Rycerzy. Albo mogli pojść w Wysokie.
Może po prostu zadzwonić do niego? Zapytać, gdzie położył zapasowe kluczyki od samochodu, bo swoich nie może znaleźć. Albo jak ugotować tą zupę, którą ostatnio podawał. Zadzwonić i zapytać o cokolwiek – byleby usłyszeć jego głos. Byleby wiedzieć, że nic mu nie jest.
Telefon działa. Kawa przy oknie.

Gdzieś zgubiliśmy
cele
początki
marzenia
postanowienia

Czy jesteśmy
w drodze
pielgrzymami
przewodnikami
gospodarzami

Czy dojdziemy
bez strat
w całości
o czasie
do celu

Mnóstwo pytań
na dziś
na urodziny
na codzień
bez końca…

Stare Dobre Małżeństwo - Pastorałka bezdrożna

Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno.

Jan Twardowski

Ladder

Loneliness

słowa – Marek Tercz

Ja śpiewam wam, a ma dusza moja
Niby skrzypce…
Do nieba, do nieba się wspina
Jak pająk po nitce.

I niesie mą pieśń, wysoko, wysoko, wysoko…
Jak w mroku pochodnię.
I płonie, płonie, płonie, płonie…
Pieśń żywym ogniem.

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Otwórz mi, proszę…
Z wiecznych zim, chłodnych mgieł moją pieśń!
Do ciebie niosę…

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Przez tę mroźną zasłonę…
Wpuść mnie, wpuść! Bo pali mnie lód.
Wpuść mnie, nim spłonę…

O szczęściu śpiewam, choć jest, choć częściej…
To go tyle co pies napłakał.
Ledwie wyrwiesz się, ledwie stopy od ziemi oderwiesz…
A tu już trzeba wracać.

Więc niosę pieśń wysoko, wysoko, wysoko…
Jak w mroku pochodnię.
I płonie, płonie, płonę, płonę…
I po mnie, po mnie już, po mnie…

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Otwórz mi proszę…
Z wiecznych zim, chłodnych mgieł moją pieśń!
Do ciebie niosę…

Tak, to ja stukam do ciebie, stuk-puk!
Przez tę mroźną zasłonę…
Wpuść mnie, wpuść! Bo pali mnie lód.
Wpuść mnie, nim spłonę…

Ja śpiewam wam, a ma dusza moja
Niby skrzypce…
Do nieba, do nieba się wspina
Jak pająk po nitce.

Raport z Oblężonego Miasta
Zbigniew Herbert

Zbyt stary żeby nosić broń i walczyć jak inni –

wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza
zapisuję – nie wiadomo dla kogo – dzieje oblężenia

mam być dokładny lecz nie wiem kiedy zaczął się najazd
przed dwustu laty w grudniu wrześniu może wczoraj o świcie
wszyscy chorują tutaj na zanik poczucia czasu

pozostało nam tylko miejsce przywiązania do miejsca
jeszcze dzierżymy ruiny świątyń widma ogrodów i domów
jeśli stracimy ruiny nie pozostanie nic

piszę tak jak potrafię w rytmie nieskończonych tygodni
poniedziałek: magazyny puste jednostką obiegową stał się szczur
wtorek: burmistrz zamordowany przez niewiadomych sprawców
środa: rozmowy o zawieszeniu broni nieprzyjaciel internował posłów
nie znamy ich miejsca pobytu to znaczy miejsca kaźni
czwartek: po burzliwym zebraniu odrzucono większością głosów
wniosek kupców korzennych o bezwarunkowej kapitulacji
piątek: początek dżumy sobota: popełnił samobójstwo
N.N. niezłomny obrońca niedziela: nie ma wody odparliśmy
szturm przy bramie wschodniej zwanej Bramą Przymierza

wiem monotonne to wszystko nikogo nie zdoła poruszyć

unikam komentarzy emocje trzymam w karbach piszę o faktach
podobno tylko one cenione są na obcych rynkach
ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie
na jawie i we śnie marzą o zupie chlebie i kości
zupełnie jak psy i koty

wieczorem lubię wędrować po rubieżach Miasta
wzdłuż granic naszej niepewnej wolności
patrzę z góry na mrowie wojsk ich światła
słucham hałasu bębnów barbarzyńskich wrzasków
doprawdy niepojęte że Miasto jeszcze się broni

oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać
nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady
Goci Tatarzy Szwedzi hufce Cesarza pułki Przemienienia Pańskiego
kto ich policzy
kolory sztandarów zmieniają się jak las na horyzoncie
od delikatnej ptasiej żółci na wiosnę przez zieleń czerwień do zimowej czerni

tedy wieczorem uwolniony od faktów mogę pomyśleć
o sprawach dawnych dalekich na przykład o naszych
sprzymierzeńcach za morzem wiem współczują szczerze
ślą mąkę worki otuchy tłuszcz i dobre rady
nie wiedzą nawet że nas zdradzili ich ojcowie
nasi byli alianci z czasów drugiej Apokalipsy
synowie są bez winy zasługują na wdzięczność więc jesteśmy wdzięczni

nie przeżyli długiego jak wieczność oblężenia
ci których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni
obrońcy Dalajlamy Kurdowie afgańscy górale

teraz kiedy piszę te słowa zwolennicy ugody
zdobyli pewną przewagę nad stronnictwem niezłomnych
zwykłe wahanie nastrojów losy jeszcze się ważą

cmentarze rosną maleje liczba obrońców
ale obrona trwa i będzie trwała do końca

i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
on będzie Miasto

patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci
najgorszą ze wszystkich – twarz zdrady

i tylko sny nasze nie zostały upokorzone

1982

Do Kopenhagi wpadam, czy raczej wpływam, przy okazji różnych rejsów. Był taki rok, gdzie odwiedziłem go dwa razy w ciągu roku – ale to dawne dzieje. Ostatnio w stolicy Danii spędziłem niespełna dobę podczas wrześniowego rejsu. Było deszczowo i wietrznie. Czasu starczyło tylko na krótki spacer pośród mżystych uliczek. Przypomniały mi się wtedy 3 zdarzenia związane z tym miastem. Pierwsze, to ciekawa sytuacja, gdzie dzięki zbiegowi okoliczności, poznałem tytuł mojej ulubionej piosenki z Jerrego Maguire. W Kopenhadze, miała też miejsce pierwsza kradzież, którą dokonałem w pewnym sklepie. Ale najbardziej to duńskie miasto kojarzy mi się z …aniołami. W 1997 roku, zaokrętowałem się na jacht aby odbyć 4 tygodniowy rejs. Co się działo podczas tego rejsu, to materiał na osobny wpis. Powiem tylko, że przynajmniej trzy razy życie naszej załogi było nastawione na niebezpieczeństwo rozjechania przez kilkuset metrowe statki. Ale przeżyliśmy – na szczęście. Na tym rejsie w kółko leciała tylko jedna kaseta (tak kaseta, nie płyta). Było to POP zespołu U2. A utworem który do dziś pojawia się w głowie jest If God Will Send His Angels.

Gdy we wrześniu chodziłem po Kopenhadze w mroczny, deszczowy wieczór, bardzo się uśmiechnąłem widząc tą witrynę. Bo, jednak po tym mieście stąpają anioły… :)

If God Will Send His Angels, Would everything be alright?

Startowałem do kalenarza Pirelli, ale mnie nie wzięli ;)
Natomiast po raz kolejny w mojej fabryce, zaprosili pracowników do nadsyłania zdjęć do kalendarza charytatywnego na rok 2012. W sumie 73 pracowników nadesłało ponad 200 zdjęć. Do finału dostało sie 27 fotgrafii, a zwycięska 12-tka została umieszczona w kalendarzu.
Zdjęcie wykonane przeze mnie w listopadzie zeszłego roku (TU) będzie prezentować miesiąc listopad (cóż za zbieg okoliczności).



The mist, originally uploaded by .:My Drawer:..


Mgła ma tą cechę, że skrywa wszystko dookoła. Wyjście z Mgły cieszy. Nareszcie widzimy, co przed nami i z odwaga patrzymy przed siebie.

A co by było gdybyśmy byli świadomi tego, przez co przeszliśmy i na co byliśmy narażeni?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.